News

Oda do radości na 44 głosy i dyrygenta

Oda do radosci

Jeszcze dźwięczą w uszach melodie wyśpiewywanych pieśni, pierś pręży się na wspomnienie wykonania hymnu „O, Warmio moja miła” wraz ze stojąca publicznością, a usta układają się do uśmiechu na dźwięki wspólnego śpiewania „Przybyli ułani”….

Dlatego też pragnę raz jeszcze podziękować:

PUBLICZNOŚCI za tak liczne przybycie, ciepło i energię, wspólne pieśni śpiewanie,

Szkole Muzycznej, Lidzbarskiemu Domowi Kultury, Urzędowi Miasta Lidzbark Warmiński, Starostwu Powiatowemu – instytucjom przy wsparciu, których ten koncert miał taki wymiar,

44 chórzystkom i chórzystom za zaangażowanie, zapał, wytrwałość, potrzebę śpiewania i elegancję,

PAWŁOWI ROLIKOWSKIEMU, naszemu dyrygentowi za wspólną, twórczą pracę.

W imieniu całego Stowarzyszenia

Ania Puszcz

Oda do radosci Oda do radosci

 

A oto jak o koncercie i przygotowaniach do niego napisała Ewa Huss-Nowowsielska, żeński tenor niezwykły:

Uwertura – Przed koncertem

Ostatni koncert „Galeria kobiet” kończył przepiękny fragment, mówiący, że trzeba marzyć. Nie każdy ma to szczęście, by swe marzenia spełnić, chociaż w małym ułamku. Dzięki członkiniom Stowarzyszenia Kobiet „Miej Marzenia” aż 44 mieszkańców naszego miasta i jedna mieszkanka wsi Krekole spełnili swe marzenia co do joty.

Przez piętnaście tygodni spotykaliśmy się w Szkole Muzycznej i trzeba uczciwie powiedzieć, że stawialiśmy się karnie niczym wojsko. Nasz dyrygent, Paweł Rolikowski, walczył dzielnie z całym tłumem kobiet i sporą liczbą mężczyzn – i to są chłopy na schwał. Na dodatek każda chórzystka miała swoja wizję kolejnej piosenki. Jak ujarzmić wulkany energii? Paweł znalazł na to sposób – rozśpiewanie. Bezlitośnie obnażał nasze niedoskonałości. Gdy ogłosił przesłuchanie, blady strach padł na członków chóru. Nikt nie czuł się pewnie. Nie spodziewaliśmy się, że owym przesłuchaniom będą towarzyszyły aż takie!!! emocje. Jednak trzeba przyznać uczciwie, Paweł okazał się bardzo wyrozumiały – wszyscy przeszli muzyczny casting.

Dzień 3 maja zbliżał się wielkimi krokami, a tenory miały problem z wejściem, soprany z utrzymaniem linii melodycznej. Altom też kićkało się w kilku miejscach. Tylko szefowa zamieszania ? Anna Puszcz – wciąż była pełna wiary w nasze możliwości. Po drodze same przeszkody: Wielki Tydzień, święta, długi weekend. Ludzie zapracowani (kobiety), bo rodzina się zbuntuje, sprzątanie, gotowanie. Potem wyjazdy, rozjazdy, przyjazdy i grillowanie. Morze wolnego, a ćwiczyć trzeba. Na dodatek kupić szare buty, rajstopy szare, piętnastka, czerwone lub srebrne dodatki. I nic nie możesz odłożyć na ostatnią chwilę, bo ostania chwila nie istnieje -święto państwowe – 3 maja.

Koncert

Atmosfera sięga zenitu, scena prawie przygotowana, jeszcze Basia przestawia pelargonie. Paweł (dyrygent) boi się, że je zdepcze lub co gorsze wpadnie w kwiecie… katastrofa gotowa. Jesteśmynaładowani pozytywną energią. Tenory szaleją na scenie. Śpiewają, próbują, śmieją się głośno. Pewność siebie czy raczej próba „obłaskawienia” paraliżującej tremy. Panie w garderobach kończą robić się na bóstwo. W ruch idą pomadki, błyszczyki. Róże wędrują od ramienia po dekolt – gdzie będą najlepiej się eksponować? Rady i porady. Ktoś powtarza słowa dwóch pieśni – do nich nie mamy słów. Tylko z pamięci. Jednak część z nas nie dowierza swej pamięci i błyskawicznie znajduje rozwiązanie problemu. Próba przebiega dość nerwowo ? a to za dużo świateł, a to nie ma akustyka, nie słyszymy pianina. Czy Paweł ma dyrygować „Odą do radości” czy tez nie? Temperatura rośnie, dochodzi prawie do wrzenia i … schodzimy do garderób. Widownię zapełnia publiczność. To nas cieszy. Głupio śpiewać do pustych krzeseł. Okazuje się, że w pierwszych rzędach zasiedli włodarze miasta i powiatu. Nasz koncert zaszczycił swą obecnością poseł na Sejm RP – Piotr Cieśliński, Burmistrz Lidzbarka Warmińskiego – Artur Wajs, Starosta Lidzbarski – Jan Harhaj.

Punktualnie o 19:00 chór mieszany pod dyrekcją Pawła Rolikowskiego pojawił się na scenie.

Gdy odśpiewaliśmy „Gaude Mater Polonia”, odetchnęliśmy. Poszło. Śpiewało się lekko. Głos sam leciał ku słuchaczom. Może nawet czasem tenory „szły za gromko” i soprany miały utrudnione zadanie. Śpiewanie sprawiało nam prawdziwą radość. Nie czuliśmy presji sceny. Bawiliśmy się muzyka i piosenką. Chcieliśmy, by widzowie poszli za nami, za naszym śpiewem, by zobaczyli oczami duszy piękne i jednocześnie dramatyczne chwile z historii Polski. Gdy śpiewaliśmy pierwszy bis „O Warmio moja miła” sala wstała. Niejednemu z nas głos na chwilę uwiązł w gardle, zaszkliły się oczy. Miała rację Ania Puszcz, która powtarzała jak mantrę – ” Słowa, słowa, słowa”. W takiej chwili przez łzy nie widzielibyśmy nawet największych liter. Tak dzielnie przebrnęliśmy do końca pieśni, łykając łezki między frazami.

Prolog – po koncercie

Członkowie zespołu, goście, znajomi, rodzina – wszyscy spotkaliśmy się w holu Lidzbarskiego Domu Kultury, by … świętować udany występ. I nie składano nam zdawkowych gratulacji. Usłyszeliśmy mnóstwo ciepłych słów, szczerychpodziękowań za moc wzruszeń, za umożliwienie wspólnego muzykowania.

Chórzyści byli ciągle jakby: „nawąchali się ziela kwitnącego”; ciągle było nam mało, ciągle chciało się śpiewać i … nasi panowie okazali się niezmordowani. Zatem odśpiewaliśmy „Furmana”, „Przybyli ułani pod okienko” i nasze ukochane a najświeższe „Miej marzenia”. Paweł Rolikowski poddał się swobodnej atmosferze i pod jego batutą brawurowo wykonaliśmy jeszcze „Sambę” oraz piosenkę z Czarnego Lądu.

Publiczność powoli opuszczała gościnny Lidzbarski Dom Kultury. Mamy nadzieję, że spełniając swoje marzenia, daliśmy mieszkańcom naszego miasta odrobinę wytchnienia, zadumy.

Warto pielęgnować marzenia, a jeszcze lepiej je spełniać.

Do zobaczeni koleżanki i koledzy chórzyści. To były piękne tygodnie. Zaowocowały niezwykłym koncertem.

Koniec – koda

Jakże przyjemnie było usłyszeć, gdy trzy głosy ? soprany, alty i tenory zabrzmiały w idealnej harmonii.

W tym błogostanie żegna się z Wami

Ewa Huss-Nowosielska